Jak zostałem szefem – czy było warto?

„W życiu są rzeczy, które warto, i są rzeczy, które się opłaca, ale nie zawsze to, co warto, się opłaca, i nie zawsze to, co się opłaca, warto”. Profesor Władysław Bartoszewski w tym zdaniu ujął esencję tego co nazywamy surową kalkulacją i marzeniami. Kiedy podejmujesz nowe wyzwanie lub stawiasz sobie bardzo ambitny cel, to stawiasz na swoje marzenia. Kiedy miałem przed sobą możliwość wzięcia udziału w rekrutacji na stanowisko menadżerskie to miałem wrażenie że mój mózg puka w moją głowę od środka i mówi: “stary daj spokój, z czym do ludzi”. Teraz jestem menadżerem bo postawiłem na to, co warto. 

jak to się zaczęło…(?)

W obecnej firmie pracuję pięć lat. Zaczynałem od podstawowego stanowiska w dziale. Potem był awans i bardziej specjalistyczne stanowisko. Niedługo potem pojawiła się rekrutacja na stanowiska kierownicze. Przyszedłem do domu i mimochodem powiedziałem do żony, że jest ogłoszenie wewnętrzne na menadżera. W tym momencie nie brałem jeszcze pod uwagę nawet tego, że mógłbym aplikować na to stanowisko. Po chwili żona powiedziała: “startuj – nadajesz się” – wtedy zrozumiałem, że ktoś we mnie wierzy bardziej niż ja sam…

jak ważne było moje otoczenie…

Podejmowanie nowych wyzwań ściśle wiąże się z ludźmi, którymi się otaczasz. Tak – otoczenie ma duży wpływ na Twoje decyzje. Jedni będą Cię wspierać w realizacji tego co warto, a drudzy będą znajdywać negatywy każdego kroku. Teraz najważniejsze: to Twoja decyzja jakimi ludźmi się otaczasz. Zdecydowanie najważniejszym otoczeniem dla mnie jest rodzina, a mówiąc precyzyjniej w tym przypadku – żona. To ona wtedy wypchnęła mnie do aplikowania na to stanowisko, aby zaraz potem wspierać mnie i poprawiać błędy stylistyczne w prezentacji, która była częścią procesu rekrutacyjnego. To ona wierzyła w moje umiejętności od początku. To ona dała mi tego “powera” pomimo, że to był czas kiedy była w ciąży. Potencjalny awans mógł się wiązać z częstszymi wyjazdami służbowymi. Cóż…postanowiliśmy podjąć wyzwanie – RAZEM.

własnymi siłami?…

Ktoś by mógł powiedzieć – osiągnął to lub trochę gorzej – udało mu się. Ja określam to: osiągnęliśmy to razem z moja rodziną. Faktycznie zostałem wybrany do pełnienia tej funkcji zawodowej, ale to nie jest tylko moja zasługa. Żeby ktoś mógł się rozwijać, to ktoś musi się w jakimś sensie poświęcić. Zadanie nie jest łatwe – ani dla mnie, ani dla moich bliskich. Zostałem szefem zespołu, w którym pracowałem od początku i przestawienie się na inne tory jest niezwykle trudne. Zmieniła się moja rola w firmie i naturalnie też zmieniły się relacje ze współpracownikami – bo przecież mam inne obowiązki i uprawnienia wobec już mojego zespołu.

Co dalej?…

Teraz jestem szefem już 2 lata. Nauczyłem się delegować obowiązki, robić szybko te najważniejsze rzeczy i zostawiać na następny dzień te mniej ważne. Uczę się tej roli cały czas przede wszystkim w odniesieniu do moich życiowych priorytetów. Popularne stwierdzenie work-life balance jest moim życiowym wyzwaniem i myślę teraz, że też POWOŁANIEM. Dlaczego? Dlatego, że nie jest łatwo być dobrym szefem, dla którego rodzina zawsze jest ponad wszystko inne. Dlatego, że trudne decyzje podejmuje się zawsze w odniesieniu do swoich bliskich. Dlatego, że łatwo jest się zatracić w ambicjach, awansach, docenianiu w pracy, a zaniedbać swój prawdziwy skarb – żonę i dzieci.

Co będzie dalej? Nie wiem w jakim miejscu zawodowym będę za rok, dwa czy pięć lat. Ale jedno wiem na pewno – zawsze rodzina będzie ponad pracą.

Ripostę mojej żony na mój wpis znajdziecie TUTAJ

Michał Alicki

Jak zostałem szefem – czy było warto?

Jedna myśl na “Jak zostałem szefem – czy było warto?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry
Facebook