Z niewolnika nie ma pracownika – czy da się czerpać radość z pracy?

Część ludzi jest niewolnikami swojej pracy. To nie jest zdanie na wyrost. Chodzą do pracy w tygodniu aby w weekend dać upust swoim frustracjom i skumulowanym emocjom. Co wyzwala w nich tak negatywne nastawienie? Czy jest możliwa radość z pracy? Czy pracodawca może to “dać”?

Współczesność…

Weekend jest odskocznią od całego tygodnia przepracowania i stresu. Te dwa dni dają poczucie wolności. Tak, to tylko poczucie, które ulatuje w niedzielę wieczorem albo w poniedziałek rano. Jest grupa osób, która pracuje tak aby ich nie zwolnić, a pracodawca płaci tyle aby pracownik sam się nie zwolnił. Jakoś się te niewyważone koło się kręci… Niby pracujemy 5 dni w tygodniu po 8 godzin, jednak tak na prawdę z dojazdami do pracy i nadgodzinami to jest 10-12 h. Żyjemy pracą kosztem bliskich, kosztem odpoczynku i w konsekwencji zdrowia. Coraz częściej w Polsce pracuje się na zwolnieniach lekarskich i urlopach. O Tym pisałem w moim artykule “Urlop czyli Czas (nie)wolny od pracy…”

oddany swojej pracy czy pracoholik?

Człowiek oddany pracy, zapracowany – takie określenia kojarzą się zazwyczaj pozytywnie. Osoby takie są ambitne, poświęcają się swoim obowiązkom zawodowym i dobrze wypadają wśród znajomych, a co ważniejsze wśród pracodawców. Który pracodawca nie chciałby mieć w swoim zespole człowieka, który w każdej chwili jest w stanie rzucić wszystko i załatwić ważną sprawę w firmie? Czasami praca staje się obsesją. Czymś ważniejszym niż rodzina, pasja, odpoczynek czy nawet higiena. Pracoholizm – uzależnienie naszych czasów. Coś co niszczy nie mniej niż inne niszczące uzależnienie fizyczne. Musi się w tym momencie pojawić jakiś “dopalacz”: narkotyki, przypadkowy seks – to są realne i niszczące konsekwencje.

KAROSHI – pracuj i umieraj…

KAROSHI – oznacza śmierć z przepracowania. Pierwszy raz te określenie pojawiło się w latach 80. XX wieku. Jest to ekstremalne stadium pracoholizmu, w którym organizm ludzki jest tak wyczerpany, że się poddaje lub dochodzi do samobójstwa. Najwięcej przypadków śmierci z przepracowania notuje się w Japonii, Korei Południowej i Chinach. Dotychczasowe metody walki z tym zjawiskiem w Azji nie dają skutku – zbyt mocno praca ponad siły jest zakorzeniona w mentalności i oczekiwaniach społecznych. Jak jest w Polsce? U nas głośne przypadki medialne to głównie lekarze, których zabijają długotrwałe nieprzerwane dyżury. Jednak to tylko część przypadków Karoshi w Polsce. Wiele osób popada w choroby prowadzące do śmierci, w związku z gigantycznym stresem i “ciśnienie” w dużych korporacjach.

“Dno już zostało osiągnięte. Ludzie nie chcą tak dalej pracować”

Justyna Dworczyk, trenerka biznesu, coach i psychoterapeutka

Z uśmiechem do pracy…

Zawsze podobał mi się cytat z klasyki polskiego kina: “Przyszliśmy tu do pracy, a nie na pogaduchy, papierochy i strojenie głupich min”. Z jednej strony się zgadzam – jak pracujesz to pracuj na 100%. Jednak z drugiej strony aby praca dawała radość niezbędny jest określony poziom zabawy i pozytywnej energii w tym co robimy. Radość zawsze kojarzyła się z czasem wolnym i życiem prywatnym. Teraz potrzeba bycia szczęśliwym dotyczy również sfery zawodowej. Warto zapytać co dla zespołu oznacza szczęście w pracy. Mogą to być imprezy firmowe, wspólne obchodzenie świąt tych oficjalnych jak i tych bardziej zabawnych (np. wigilia firmowa albo dzień czekolady). Radość mogą dawać sprawy bardziej związane z wykonywanymi obowiązkami: udział w nowych projektach, możliwość dodatkowych szkoleń czy akcje społeczne i charytatywne organizowane przez pracodawcę. Dla każdego radość w pracy może być czymś innym i prawdziwą sztuką jest wsłuchać się w potrzeby ludzi.

Po co być radosnym w pracy?

Dobra atmosfera to komfort pracy dla całego zespołu. Radość w pracy i z pracy generuje pokłady kreatywności i efektywności. Pracowników “podejrzewa się” o dobre intencje, a nie o kombinatorstwo. Stajemy się ambasadorami firmy, w której lubimy być i pracować, przy jednoczesnym zachowaniu zdrowych priorytetów życiowych. Radosne miejsca pracy są przyszłością rynkową, ponieważ sukces biznesowy to coś więcej niż suma umiejętności pracowników. Sukces biznesowy mierzy się również miarą unikalnej kultury organizacyjnej, która generuje wymierne korzyści. Mówiąc wprost: to się opłaca i pracodawcy i pracownikowi.

Menadżerowie, szefowie, właściciele firm mają do wyboru: nieść stare brzemię stawiania pracownika w pozycji “niewolnika” albo tworzyć miejsce pracy oparte na zaufaniu, lojalności i radości. Które z tych podejść w perspektywie czasu da większe korzyści biznesowe?

Michał Alicki

Z niewolnika nie ma pracownika – czy da się czerpać radość z pracy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry
Facebook